O autorze

Wychowany na molosach i wciąż w nich zakochany, ostatnio uwiedziony przez buliki i w stałym związku z Avisem (American staffordshire terrier)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzje i testy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzje i testy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 października 2016

Sympatyczne kosteczki

czyli Pedigree Biscrok Original






Któż z posiadaczy psów nie widział tego produktu? Można go spotkać w prawie każdym supermarkecie i każdym sklepie z działem dla psów. Może jednak jest jeszcze ktoś, kto nigdy dotąd nie dał swemu pupilowi posmakować Biscroka. Czy warto?



Biscroki od Pedigree to niezbyt twarde ciasteczka w kształcie kostek. Jest to w mojej ocenie produkt bardzo wysokiej jakości; nie kruszy się i chyba wszystkie psy podchodzą doń bardzo pozytywnie. Niestety, na nagrodki szkoleniowe dla psa wielkości i temperamentu Aviska nie bardo się nadają. Te smaczki są na to za duże. Podanie większej ilości trzeba by bilansować zmniejszeniem porcji karmy podstawowej, a nie wiem, czy takie smakołyki są równie dobrze zbilansowane i wartościowe dla organizmu, co dobra karma. Oczywiście, można łamać kosteczki, ale to już nie to; pojawiają się okruszki zalegające we wszystkich szwach kieszeni. My używamy Biscroków jako nagrodek powitalnych, gdy wracamy do domu po dłuższej nieobecności. Oczywiście dla psów bardziej aktywnych, jak moja nieodżałowana bokserka Bo, czy większych, jak na przykład rociki, można je stosować z powodzeniem jako nagrodki szkoleniowe.

Są też Biscroki większego rozmiaru, ale o nich może innym razem, gdyż Avisek jeszcze ich nie próbował.


Wasz Andrew

piątek, 14 października 2016

Kosteczki z kurczaka




Comfy Appetit
Meaty Treats
Mini Bones
Training Snacks
Soft & Tasty
Full of Meat
kurczak i wołowina
Chicken & Beef



Kilka dni temu pisałem o bliźniaczym wyrobie, tylko z królika. Po lekturze tamtego tekstu zapytacie, skoro tak oceniłeś królicze, to czemu kupiłeś jeszcze z kurczaka i wołowiny? Odpowiedź jest prosta – kupiłem je razem. I niestety te z wołowiny i kurczaka niczym poza kolorem, smakiem i zapachem nie różnią się od tych z królika i cielęciny. No, może Avisek jadł je ciut chętniej, ale wszelkie wady pozostały bez zmian – kształt nieprzyjazny do łykania bulikowym pyszczkiem, łamliwość, kieszenie pełne ułomków małych kosteczek. Dla bulików i na dłuższe spacery odradzam.


poniedziałek, 10 października 2016

kosteczki z królika


Comfy Appetit
Meaty Treats
Mini Bones
Training Snacks
Soft & Tasty
Full of Meat
Cielęcina i królik
Lamb & Rabbit




Jakiś czas temu, w ramach ciągłej zabawy w testowanie nowych smaków, spróbowaliśmy Comfy Appetit Meaty Treats Mini Bones o smaku cielęciny z królikiem. Niestety, trudno to podejście pod miano idealnej nagrodki uznać za udane. Smakołyki te, w kształcie malutkich kosteczek, są za małe na pyszczek Aviska, w dodatku takie jakieś spiczaste i mało opływowe. Czasami wpadały mu nie tam gdzie trzeba, krztusił się i kompletnie dekoncentrował. Niby zjadał je chętnie, ale z drugiej strony w jego przypadku można to powiedzieć nawet o złamanej zapałce, która upadła na kuchenną podłogę. Najgorsze zaś, że w trakcie dłuższego spaceru mini bones kruszyły się w kieszeni. Odłamywały się końcówki i te małe kawałki dla psa o takim rozmiarze mordki, to już się do niczego nie nadawały, a po każdym spacerze kieszeń trzeba było wytrzepywać z tych ułomków. Może dla maluszków można tych smaczków spróbować, ale dla bulików raczej odpadają.




Wasz Andrew

kosteczki z królika


Comfy Appetit
Meaty Treats
Mini Bones
Training Snacks
Soft & Tasty
Full od Meat
Cielęcina i królik
Lamb & Rabbit




Jakiś czas temu, w ramach ciągłej zabawy w testowanie nowych smaków, spróbowaliśmy Comfy Appetit Meaty Treats Mini Bones o smaku cielęciny z królikiem. Niestety, trudno to podejście pod miano idealnej nagrodki uznać za udane. Smakołyki te, w kształcie malutkich kosteczek, są za małe na pyszczek Aviska, w dodatku takie jakieś spiczaste i mało opływowe. Czasami wpadały mu nie tam gdzie trzeba, krztusił się i kompletnie dekoncentrował. Niby zjadał je chętnie, ale z drugiej strony w jego przypadku można to powiedzieć nawet o złamanej zapałce, która upadła na kuchenną podłogę. Najgorsze zaś, że w trakcie dłuższego spaceru mini bones kruszyły się w kieszeni. Odłamywały się końcówki i te małe kawałki dla psa o takim rozmiarze mordki, to już się do niczego nie nadawały, a po każdym spacerze kieszeń trzeba było wytrzepywać z tych ułomków. Może dla maluszków można tych smaczków spróbować, ale dla bulików raczej odpadają.




Wasz Andrew

poniedziałek, 26 września 2016

Zdrowe serduszka czyli

beaphar Doggy’s + Biotine



Przy okazji kolejnych zakupów i w trosce o aviskową urodę, jak również w ramach próbowania nowych smakołyków dla bulików, sięgnąłem po serduszka z biotyną Beaphar Doggy’s + Biotine; produkt dedykowany polepszeniu psiej sierści. Marka musi być na rynku od dawna, gdyż pamiętam, że przed laty dawałem coś podobnego mojej bokserce Bo, ale co pies, to inne gusta, więc byłem ciekaw efektu w przypadku Avisa. Dzieci często nie przepadają za wyrobami z wyznacznikiem „zdrowe” i z psami też bywa podobnie. Na szczęście Avisek zjadał serduszka z biotyną bardzo chętnie. Inna sprawa, że jak mawia moja piękniejsza połowa, czego to on chętnie nie zjada...

Okazało się, że choć z założenia raczej suplement diety niż typowa nagroda szkoleniowa, Beaphar Doggy’s + Biotine świetnie sprawdziły się właśnie w tej roli. Rozmiar i kształt był akuratny – Avisek ani nie musiał szukać smakołyka między zębami, ani gryźć. Nie krztusił się, jak niektórymi innymi zbyt małymi i kanciastymi nagrodkami i w ogóle serduszka połykał szybko i sprawnie. Nie kruszyły się też one w kieszeni, co jest ważnym elementem oceny nagrodek przeznaczonych na dłuższe spacery ani nie oddawały zapachu na materiał; w ogóle są praktycznie bezwonne, oczywiście nie dla psa.



Nie jestem przekonany do ciągłego stosowania suplementów diety, jeśli nie ma wyraźnych medycznych wskazań na takie zapotrzebowanie organizmu. Jeśli założyć, że działają, to i nadmiar nie może być korzystny. Z tego powodu serduszek beaphar na pewno na stałe do diety szkoleniowej Aviska nie włączę. Z drugiej jednak strony, równie pewne jest, że co pewien czas pojawią się one w naszym spacerowym menu. Do takiego stosowania polecam je z pełnym przekonaniem


piątek, 16 września 2016

Kocia natura Avisa


czyli o zaletach latarki

LED Tank007 TK737 ZOOM 300lm XP-G R5




tak się prezentuje Tank007 w materiałach reklamowych


a tak w mojej ręce...


Od kilku już lat numerem jeden w kategorii latarek ogólnego użytku jest dla mnie MacTronic Outdoor Pro CREE LED 185 lm LT-185AA, która świetnie się sprawdza w codziennym użyciu na podwórku, w turystyce, jak również w czasie wyłączeń prądu. Jeszcze zanim Avisek pojawił się w naszej rodzinie poczułem jednak potrzebę posiadania czegoś, co lepiej sprawdzałoby się podczas krótkich wypraw do ciemnych bunkrów czy innych podobnych miejsc. LT-185 oferowały (mam dwie sztuki) niesamowitą żywotność baterii i mocne, szerokie światło idealne do poruszania się w niezabezpieczonych miejscach, gdzie niezauważony szyb lub wystający pręt mogą prowadzić do kalectwa a nawet śmierci. Mają również funkcję 360 stopni (świecą jak pochodnia - dookoła), ale brak mi było skoncentrowanego strumienia światła pozwalającego zajrzeć w odległe miejsca korytarzy czy do niedostępnych szczelin. Padło na latarkę LED Tank007 TK737 ZOOM 300lm XP-G R5, która okazała się idealnym wyborem. Jedyną jej wadą jest to, iż w porównaniu do LT-185 po prostu żre baterie, choć pewnym usprawiedliwieniem może być to, iż LT jest zasilana czterema bateriami (akumulatorkami) AA lub jak kto woli R6, a Tank tylko trzema AAA (R3). Metalowa obudowa sprawia, że w razie godziny W Tank może służyć jako kastet. Małe wymiary są zaletą, gdyż można mieć ją w plecaku czy kieszeni na każdej wycieczce, nawet gdy nie planujemy żadnych eksploracji. Świetnym rozwiązaniem jest zoom; zmienna ogniskowa pozwala używać jej jak „zwykłej” latarki, a po przekręceniu przedniej części obudowy jako szperacza.



kliknij aby powiększyć, w razie potrzeby rozjaśnij monitor


W nocy z tym ostatnim trzeba uważać – naprawdę potrafi oślepić. Nawet kierowcy świecący nam po ślepkach „długimi” po konfrontacji z Tankiem dochodzili do wniosku, że „walka światłem” nie jest najlepszym pomysłem. W ciemności nagłe zaświecenie komuś po oczach chyba rzeczywiście może uszkodzić wzrok, więc jak już wspomniałem, trzeba z tym uważać, ale w razie draki może być to przydatne. Do latarki można dokupić dyfuzor zmieniający ją w biwakową (360 stopni), ale ze względu na szybkie wyczerpywanie baterii nie polecam nabycia tego dodatku, choć sam się skusiłem. Mógłbym więc tę recenzję zakończyć stwierdzeniem, że zakup był jak najbardziej udany i Tank przeszedł wszelkie testy pozytywnie, gdyby nie Avisek.

Pewnego dnia, gdy jechaliśmy samochodem, Avis nagle zaatakował... sufit. Takie numery w czasie jazdy są dość niebezpieczne, na szczęście szybko zauważyliśmy, iż polował na zajączki – odbite od szybkki telefonu komórkowego refleksy świetlne padające na podsufitkę. Po schowaniu komórki zaraz się uspokoił. To jego bardziej kocie niż psie zachowanie poddało mi myśl, by zapewnić mu kocią zabawę na spacerze.



film full HD - zmień ustawienia by uzyskać więcej szczegółów

Nie taję, że żywiołowa reakcja Aviska bardzo mnie ucieszyła – wreszcie mogę mu zapewnić szybkie sprinty nawet wtedy, gdy nie mam drugiej osoby, by rzucać piłeczkę ani siły na inne zabawy. Szperacz Tanka jest tak mocny, że nawet przed zachodem słońca, wystarczy pochmurne niebo, by Avis zmieniał się w kota. Swoją drogą – zwierzęta potrafią zadziwić. Avis lata za światełkiem jak szalony, a nasz Burasek/Tygrysek w ogóle na tę tradycyjnie kocią zabawę nie reaguje. Powyżej filmik z Aviskiem i Tankiem w roli.



Wasz Andrew


poniedziałek, 12 września 2016

Chlupaczek Aviska

czyli butelka z miską od Trixie



Kiedy już stało się jasne, że adopcja Aviska ze Schroniska na Paluchu dojdzie do skutku, przy okazji innych sprawunków zakupiłem dla niego również „butelkę z miską” firmy Trixie. Szczerze mówiąc nie widziałem w tym wielkiego sensu, gdyż świętej pamięci bokserka Bo obywała się bez żadnej wody nawet w letnim upale podczas ośmiogodzinnego „spaceru” z Zieleńca do Polanicy Zdroju. Skusiła mnie jednak cena, dokładnie nie pamiętam, ale dosłownie rzędu kilku złotych. Przez jakiś czas buteleczka leżała, a właściwie wisiała zapomniana w pokoiku Aviska, bo jest wyposażona w zapinkę do wieszania, ale gdy przyszły upały...


Okazało się, że Avisek to nie Bo wychowana od szczeniaka na zasadzie „jedz ile chcesz, ale spal wszystko”, która miała kondycję godną olimpijczyka. W dodatku, co może jeszcze ważniejsze, te różnice w budowie... Choć piszą, że boksery nie są dobrymi piechurami, gdy widziało się dość szczupłą sylwetkę Bo, długie i umięśnione nogi oraz nie za dużą głowę, to można było zrozumieć, że ma kondycję i uwierzyć swym oczom, gdy w kopnym plażowym piasku po zaciekłym pościgu dopadała nawet charta. A Avisek? Te krótkie łapki i czołgowaty łeb... Na pewno zawsze noszenie tej potężnej czaszki i odpowiednich do niego szczęk będzie przy tych śmiesznych nóżkach wymagało więcej wysiłku, niż u długonogich krewniaków. No i nagle buteleczka stała się nieocenionym zakupem dla naszego czołdżka.



Nie pamiętam już, co tam stało napisane o pojemności, ale zmierzyłem – butelka do szyjki mieści nieco ponad 0,6l. Niby mało dla psa o wadze około 30 kg (wszyscy trąbią, ile to pies wody w upał nie potrzebuje), ale jak się okazało, na nawet dość długie wycieczki – do 20km – wystarcza nawet w największym upale. Tylko na tych najdłuższych Avisek wypija wszystko, a na przykład w czasie niedzielnego ponad godzinnego spacerku o 14-tej (30 stopni w cieniu, 6,98km po gruntowych leśnych drogach) wypił tylko czwartą część, za co zresztą byłem mu bardzo wdzięczny i wykorzystałem połowę dla siebie, ostatnią ćwiartkę wylewając mu na łepek, żeby mu się procesor nie przegrzał. Buteleczka okazała się więc udanym zakupem i mogę polecić ją z pełnym przekonaniem każdemu psiarzowi, który zabiera swego pupila dalej niż dookoła komina. Nie wyobrażam sobie nie zabrać jej na wycieczkę z Aviskiem, choć na spacery ze startem i metą w domu, niezależnie od temperatury, jednak jej nie zabieram


Wasz Andrew

poniedziałek, 5 września 2016

Zamiast szczoteczki do zębów, czyli Pedigree DENTASTIX MAXI



Poszukiwania idealnych nagrodek szkoleniowych dla Aviska wciąż trwają, i jak na razie najbardziej uwielbianym przez naszego bulika smaczkiem jest.. Pedigree DENTASTIX MAXI.


Przekąska ta jest pomyślana głównie jako przeciwdziałanie kamieniowi nazębnemu. Avisek ze względu na swoją wagę (poniżej 30kg) ledwo łapie się na rozmiar MAXI, ale ze względu na rozmiary buźki jest to jedyna rozsądna dla niego opcja. Szkoda tylko, że zgodnie z instrukcją obsługi można mu dać tylko jedną laseczkę dziennie, a starcza ona ledwie na kilkanaście sekund przyjemności.


Ze względu na tę jednorazowość niby DENTASTIX nie nadaje się do szkolenia, ale okazało się, że Avisek ma na jego punkcie bzika. Przyzwyczaił się do tego, że zawsze po wieczornym spacerze i posiłku dostaje na dobranoc swoją ulubioną pałeczkę do czyszczenia ząbków, a ja to wykorzystuję, by przeprowadzić krótką sesję szkoleniową, w czasie której Avisek jak nigdy okazuje pełne zaangażowanie i wznosi się na wyżyny swych możliwości. Kiedy na przykład po nauce komendy LEŻ zablokował się przed przejściem z pozycji leżącej do SIAD i nic nie pomagało, jedna sesja z widokami na DENTASTIX rozwiązała sprawę.


Nasuwa się pytanie, czemu nie pociąć laseczki tego specjału i nie użyć jako normalnej nagrodki szkoleniowej? No cóż, tego przysmaku w rozmiarze MAXI można dawać psu wagi Aviska tylko jedną sztukę dziennie, o czym już wspominałem. Ponieważ nie wiem, czy drobne kawałki mają te same właściwości profilaktyczne, co jedna duża sztuka, więc wolę jednak raz a dobrze. Oczywiście nie wiem do końca jak jest z tą ze skutecznością prewencji stomatologicznej oferowanej przez DENTASTIX, nie mam jak tego sprawdzić, lecz wolę wierzyć, że rzeczywistość odpowiada zapewnieniom producenta i znacząco zapobiega on kamieniowi nazębnemu. W końcu choć u nas kontrola praw konsumenta jest w większości fikcją, to na pewno któryś z krajów bardziej zorientowanych na ochronę konsumentów niż Polska podniósłby raban, gdyby DENTASTIX nie działał. Z tego też powodu wolę wyroby w opakowaniach świadczących o tym, że były pierwotnie przeznaczone na rynek inny niż polski. Partie przeznaczone dla nas znacząco się różnią w negatywnym rozumieniu tego zwrotu. Kto porównywał choćby proszki do prania, pasty do zębów czy kawę z rynku niemieckiego, z nomenklaturowo tymi samymi wyrobami z naszego rynku, ten wie, o co chodzi.

Reasumując - na pewno, przynajmniej w przypadku Aviska, DENTASTIX okazał się świetnym smakołykiem na dobranoc i idealną nagrodką za ostatni przed snem, czyli najważniejszy dla psa, element szkolenia. Jeśli jeszcze nie przerabialiście tego z Waszym pupilem, może warto spróbować, oczywiście dobierając rozmiar przysmaku do wielkości psiaka.


Wasz Andrew

środa, 24 sierpnia 2016

Przyjaciół poznaje się w biedzie, a dobre sklepy, gdy wystąpią problemy

 czyli o sklepie Lupo i szelkach Ruffweara



Tak się prezentują szelki Ruffwear Front Range Harness w sklepach internetowych


Nie widzę sensu w polecaniu sklepu, w którym kupiło się rzecz, która nas zadowoliła. Sklep zrobił tylko to, co stanowi minimum jego obowiązków – sprzedał nam produkt. Mogliśmy kupić go gdziekolwiek. Klasę sklepu poznajemy wtedy, gdy wystąpią problemy. Ostatnio pisałem o sklepie Pitman, który absolutnie nie stanął na wysokości zadania. Dziś czas na ocenę sklepu Lupo Wojciecha Szymańskiego. Na początku maja tego roku zakupiłem w Lupo dla Aviska Ruffwear Front Range Harness - Uniwersalne szelki dla psa. Nie był to mój pierwszy zakup w tym sklepie, ale poprzedni był schematyczny (świetny towar dostarczony w przewidzianym terminie), więc nie ma o czym opowiadać. Z Ruffwearem było jednak inaczej.

Front Range Harness miały być czwartymi szelkami Aviska (po Juliusie K-9, Pitmanie i Ferplaście). Z dotychczasowych szelek byłem bardzo zadowolony, ale znajomi tak zachwalali Ruffweara... Że śliczne, że dobrej jakości, że bardzo ergonomiczne (nie wiem czy jest psi odpowiednik tego słowa). Szelek nigdy dość – Avisek chodzi na godzinne co najmniej spacery o określonych porach niezależnie od pogody, która ostatnio zmienną jest, a że nie mam serca na następny spacer zakładać psu mokrych, więc... No i te pochwały... No i kupiłem.

A tak się prezentowały na Avisku (kliknij aby powiększyć)


Miały to być najdroższe i najlepsze z szelek Aviska i faktycznie – bulik wyglądał w nich jak agent tajnych służb w firmowym garniturze. Niestety, już po kilku spacerach oddzielonych leczeniem otartej skóry okazało się, że niezależnie od tego, jak zapięte, czy luźno, czy ściśle, czy tak, czy inaczej, zawsze ocierały go pod pachą. Złożyłem reklamację i otrzymałem od sklepu Lupo informację, że faktycznie były wadliwie (niesymetrycznie uszyte). Zaproponowano mi zwrot pieniędzy, albo nowe. Wybrałem tę drugą opcję, niestety. Nowe ocierały pod obiema pachami; choć nie aż tak tragicznie jak pierwsze, to jednak na tyle intensywnie, że już po jednym spacerze trzeba było je odwieszać na hak, by skóra się całkiem Aviskowi zaleczyła. Różne eksperymenty z odmiennymi ustawieniami regulacji nie dały żadnej poprawy i musiałem je zwrócić na zasadzie rękojmi, z powodu niezgodności przedmiotu z umową i kompletnej nieprzydatności.

Odesłałem szelki do sklepu i błyskawicznie otrzymałem zwrot pieniążków na konto. Po drodze było małe nieporozumienie, ale mimo tego wszystko załatwiono w sposób, który oceniam na wzorowy. To więcej mówi o sklepie niż poprzednie zakupy, przy których nie było problemów. Prawdziwą sztuką jest bowiem zadowolić klienta wtedy, gdy sprawy nie idą zwykłym torem, i tutaj Lupo okazało się firmą naprawdę godną polecenia.

A co z szelkami? Nie mogę się wypowiadać z całą pewnością, ale mam wrażenie, że szelki Ruffwear Front Range Harness są dobrym, a może nawet świetnym wyborem, choć akurat nie dla Aviska. Bardzo reprezentacyjne, wykonane z przyjemnych w dotyku materiałów, dają wiele zadowolenia właścicielowi. Mimo, iż na pierwszy rzut oka delikatne, wydają się być w istocie wytrzymałe, choć co do tego ostatniego trudno mi wypowiadać się autorytatywnie. Świetnie przylegają do ciała psa i absolutnie nie mogę rozgryźć, dlaczego Avis ich nie tolerował. Nasze K-9 Julius i Ferplast są z poziomym paskiem przez klatę, ale Pitmanowe są też ze „śliniakiem”, czyli oparte na tej samej zasadzie co Ruffwearowe, i nie ocierają. W dodatku wszyscy znajomi, którzy używali Ruffwearów (inna sprawa, że nie mam ich wielu), są z nich zadowoleni, więc przychylam się do wersji, że to Avisek po prostu jest inny. Jest jednak jedna rzecz, która mnie nie przekonuje – uchwyt do przypinania smyczy na plecach zwany przez producenta „V-ring”. Nie wiem, co artysta miał na myśli, gdyż nijak nie kojarzy mi się to z pierścieniami uszczelniającymi V-ring popularnymi na rynku. Mniejsza jednak o to – ważne, że zapinanie na nich dużego karabinka od smyczy jest niewygodne, a dwóch zaś w ogóle niemożliwe. W tej konkurencji Ruffwear jest bity przez wszystkie trzy pozostałe szelki Aviska.

Pamiętajmy, że każdy pies jest inny i nawet to, co jest świetne dla prawie wszystkich, nie musi być dobre dla wszystkich. Tak jak u ludzi. Czasami o tym zapominamy.

A jakie były Wasze doświadczenia z tymi szelkami?


Wasz Andrew

środa, 17 sierpnia 2016

Smycz od Pitmana, czyli dziwne podejście do klienta





W lutym tego roku zakupiłem w sklepie Pitman.pl (Powerdog.pl) regulowaną smycz "LINER MAXI" dla Aviska, Smycz opartą na tym samym pomyśle, ale nieznanej mi firmy, użytkowałem przez całe życie mojej kochanej bokserki Bo (13 lat) i byłem z niej bardzo zadowolony. Mam ją nadal, ale jest już znacznie poprzecierana i przy Avisku zachodziło ryzyko jej zerwania, gdyby na horyzoncie pojawił się „wróg”. Ponieważ w Schronisku na Paluchu oglądałem wyroby Pitmana i na moje oko były bardzo solidne, a w dodatku słyszałem o nich dobre opinie, padło na LINER MAXI. W tym patencie pomysł polega na tym, że jeśli chcemy na co dzień używać smyczy średniej długości, to taką właśnie kupujemy, ale zaopatrzoną w dwa karabinki (po jednym na każdym końcu i dodatkowe kółka do ich zapinania umieszczone przy karabinku na końcu oraz w 1/3 długości. Zapinając jeden karabinek za kółko w 1/3 długości uzyskujemy skrócenie smyczy o jedną trzecią, co jest przydatne, ale kluczowa jest możliwość szybkiego skrócenia smyczy o połowę długości poprzez zapięcie drugiego karabinka na kółku przy pierwszym karabinku. Nie trzeba jej zwijać i trzymać w ręku nadmiaru długości – w mgnieniu oka ze smyczy o pożądanej na co dzień długości możemy zrobić smycz o połowę krótszą.





Opisane rozwiązanie ma jeszcze jedną zaletę w przypadku psów takich jak Avisek, który na widok motocykla, traktora lub innego szczególnie znienawidzonego wroga potrafi wyrywając się ku niemu wyskakiwać w powietrze i robić prawdziwe salta, przy czym powstaje ryzyko, że sobie coś zrobi albo nawet wyswobodzi się z szelek, jeśli są zbyt luźne. W takiej sytuacji, zwłaszcza gdy nie mamy miejsca, by się cofnąć lub ominąć obiekt awersji, lub gdy tych obiektów jest dużo (tłum), dobrze sprawdza się zapięcie jednego karabinka na szelkach, a drugiego na obroży.






Mamy krótką smycz, ale zamocowaną w dwóch punktach. Mamy większą kontrolę nad ciałem psa, a naprężenia od szarpnięć rozkładają się po części i na szelki, i na obrożę. W dodatku zmieniając uchwyt na smyczy możemy dowolnie regulować co będzie przenosić większe siły – obroża czy szelki.

Tutaj uważny krytyk zauważy na pewno, że w takim razie kółko przy pierwszym karabinku nie jest potrzebne – przecież można oba karabinki po prostu założyć na mocowanie w obroży lub szelkach.




Tak jednak nie jest; nie wszystkie uchwyty w obrożach i szelkach różnych producentów są tej wielkości, by przypiąć do nich dwa solidne karabinki odpowiednie dla dużego, silnego psa. Ponadto, by zapiąć smycz na obroży/szelkach na dwa karabinki trzeba dwa razy więcej ruchów i co najważniejsze – dwa karabinki przypięte do jednego uchwytu będą dzwonić jeden o drugi. Kółko przy pierwszym karabinku jest więc niezbędne.

I tak doszliśmy do problemu; dzwonienie. Po to kupujemy smycz o długości 2,6m (taką wersję wybrałem), by najczęściej tej długości używać. Niestety, w takim położeniu wyrób okazał się niezwykle denerwujący w użyciu. Luźne kółko do mocowania drugiego karabinka dzwoniło o pierwszy karabinek przy każdym kroku psa. 




W mieście może to tak bardzo nie przeszkadzało, ale w lesie... Pamiętacie te owce z dzwoneczkami u szyi? Może na hali to dobre, ale chcielibyście zabrać taką owieczkę na spacer do lasu? Wszystko, co może, ucieka, a o słuchaniu ptaków, że o szelestach i innych dyskretniejszych odgłosach nie wspomnę, możecie zapomnieć. A wystarczyłoby przyszyć to kółko centymetr czy dwa dalej, tak, by nie mogło uderzać o karabinek...



Napisałem więc do Pitmana, na czym problem polega i czy nie mogliby tej wady usunąć. Właściciel odpisał:

...można przeszyć półkole o dwa centymetry. Proszę odesłać do nas smycz...
co też uczyniłem.


Wysłałem i czekałem. Cisza.

W końcu zniecierpliwiony zapytałem, czy smycz już gotowa, bo nie otrzymałem żadnej informacji, ani czy dotarła, ani czy gotowa.

Okazało się, że gotowa, ale nikt nie raczył poinformować, a ponadto mam z góry zapłacić za przesyłkę, bo smycz została

...przerobiona (nie naprawiona)...


O takich rzeczach jak nieuznanie reklamacji tej oczywistej niedoróby i konieczność poniesienia opłaty za przesyłkę w obie strony powinno się klienta informować przed podjęciem przez niego decyzji o odesłaniu przedmiotu, a nie po, gdy nie ma już wyboru. Nieco więc wzburzony dałem wyraz swemu zniesmaczeniu, godząc się oczywiście na narzucone warunki, gdyż innego wyjścia nie miałem. Dodałem, iż

...za zwrócenie uwagi na taki ewidentny błąd konstrukcyjny, to powinienem od firmy dostać co najmniej serdecznie podziękowania, jeśli nie prezenty lub jakieś inne wynagrodzenie za pomysł racjonalizatorski.

Co odpisał imć Piotr Cimochowski, właściciel Pitmana?

Miedzy innymi iż

... W swoich zapędach konstruktorskich zapomniał Pan o wytrzymałości produktu. Ale to tak na przyszłość gdyby przyszło Panu próbować w innej firmie tej samej sztuczki.
3. A gdyby jednak przyszło to Panu do głowy to proponuję próbować z np.: Audi. Może nawigacja jest w malo optymalnym miejscu. Nowe A8 gwarantowane... No może A6.. ale to chyba tez ok?


W moim odczuciu to zwykłe bzdury. Nie widzę jak przesunięcie oczka może wpływać na wytrzymałość smyczy, tym bardziej, iż drugie takie samo oczko jest w 1/3 długości smyczy i jakoś jej nie osłabia. No, ale może mój skromny rozumek tego nie obejmuje. A co do Audi... Gdyby nowe Audi dzwoniło jak ta smycz, Audi chyba szybko by splajtowało.

Postawa właściciela wyrażona na piśmie świetnie koresponduje z szumną deklaracją na stronie jego firmy:

Doceniamy Twoją troskę o zwierzęta i wszystkich zachęcamy do propagowania tej postawy. Dlatego też będziemy wdzięczni za wszelkie sugestie oraz uwagi odnośnie prezentowanych przez nas przedmiotów. Dzięki nim będziemy w stanie sprostać stale rosnącym oczekiwaniom naszych klientów oraz maksymalizować zadowolenie naszych Przyjaciół.

Pogratulować!


A co do samej smyczy – po wprowadzonych zmianach myślę, że jest to wyrób doskonały pod każdym względem. Sprawdzona, przemyślana konstrukcja. Solidne elementy metalowe, solidne szycie, a taśma wręcz rewelacyjnej jakości. Dość ciężka, ale wystarczająco giętka, by łatwo się zwijała i zarazem wystarczająco sztywna, by się co chwilę psu między łapami nie plątała. Odporna na zadrapania, wodę, kurz, piasek, pył i inne zabrudzenia, sprawdza się i w lesie, i w wodzie, na piaszczystej plaży i zapylonej polnej drodze. Wyciągnięta z błota czy wody, z pyłu lub piasku, już po kilku minutach spaceru, bez specjalnego czyszczenia, wygląda jak nowa. Jednym z krytycznych momentów w użytkowaniu smyczy jest jej kontakt z naszą dłonią. Taśma użyta przez Pitmana, choć od pierwszego dotknięcia sprawa wrażenie niezniszczalnej, jest jednocześnie bardzo przyjemna w dotyku, Gładka, ale nie śliska, nie drapie, nie drażni i jednocześnie daje solidny chwyt. Z kilku posiadanych przeze mnie smyczy ta jest zdecydowanie najdojrzalszym rozwiązaniem. Gdybym miał mieć tylko jedną, wybrałbym właśnie tę. Standardowo ma długość 2,6m i taką wybrałem, ale można zamówić za dopłatą dowolną długość, co też jest ważne podkreślenia.

Jak z tego widać, gdyby nie rozbieżności miedzy deklaracjami programowymi, a postępowaniem właściciela w podejściu do wymagań klienta, byłoby idealnie. Tak jednak jak jest, polecałbym po zakupie dokładnie i szybko się zastanowić, czy wszystko gra, a potem, w razie potrzeby zmian, zwrócić zakup bez komentarza (mamy do tego prawo w ciągu 14 dni). Potem dopiero umówić się na wykonanie egzemplarza uwzględniającego nasze „zapędy konstruktorskie” (jak je nazwie właściciel w prywatnej korespondencji) lub „sugestie oraz uwagi” jak je nazwie publicznie. Albo się zgodzi i wtedy złożycie drugie zamówienie, albo... złożycie je przez kogoś ze znajomych, którym dacie odpowiednie wytyczne. Wtedy dodatkowe wymagania nie będą miały posmaku wybrzydzania wobec otrzymanego produktu, a raczej będą świadczyć o wymagającym kliencie i może mniej urażą przeświadczenie producenta o własnej wszechwiedzy.

A tak swoją drogą, będę dalej bacznie obserwował smycze Pitmana i ciekaw jestem, czy te moje „zapędy konstruktorskie” zostaną w przyszłości zaimplementowane w produkcji bez najmniejszych przeprosin ze strony właściciela, czy też Pitman, by zachować twarz i rozmiary ego właściciela, nadal będzie produkować smycze dzwoniące niby owce na hali.


Wasz Andrew

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Po pierwsze – nie karać, czyli KLIKER Karen Pryor

Dodaj napis

Kliker - skuteczne szkolenie psa


Karen Pryor

Wydawnictwo: Galaktyka 2014
liczba stron: 118


Kiedy do zamawianej przez internet paczki z zakupami przeznaczonymi dla Aviska, mojego kochanego amstaffa, dorzucałem książkę Karen Pryor, amerykańskiej pisarki specjalizującej się w psychologii behawioralnej i biologii ssaków morskich, Kliker – skuteczne szkolenie psa, miałem już jakie takie teoretyczne pojęcie o pozytywnym szkoleniu zwierząt, w szczególności zaś o metodzie klikerowej. Muszę przyznać więc, że równie jak na książce, zależało mi na płytce DVD z filmem The HOW of BOW WOW (wyprodukowanym przez Sherri Lippman i Virginię Broitman), która była dołączona do tego wydania. Widziałem już jego fragment w internecie i wydał mi się interesującym.

Po otrzymaniu przesyłki stwierdziłem, że chyba w tak małej objętości (cienka książeczka z dużą czcionką) nie znajdzie się wiele nowych rzeczy i potwierdziło się to w trakcie lektury. Wszystkie te informacje, które można wydobyć z Klikera Karen Pryor, można obecnie znaleźć w internecie; w końcu od pierwszego wydania książki w 2005 metoda klikerowa bardzo się upowszechniła i w sieci jest coraz więcej materiałów na ten temat. Z filmem było jeszcze gorzej.

Okazało się, że płytka DVD jest uszkodzona. Złożyłem reklamację, której nie uznano stwierdzając, iż multimedia na niej zawarte odtwarzają się prawidłowo i odesłano mi nośnik z powrotem. Jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłem, że wbrew odpowiedzi, którą mi przekazano, odesłano mi... inną, dobrą płytę DVD. Jej zawartość okazała się tym, czego oczekiwałem – świetnym materiałem dla chcących poznać metodę.

Docieramy więc do zasadniczego pytania – czy warto poczynić wydatek, by posiadać w domu tę książkę i materiały na DVD w czasie, gdy sieć jest pełna informacji o metodzie klikerowej?

Tak! I absolutnie nie żałuję tej niewielkiej w sumie kwoty, jaką na ów zestaw poświęciłem. Dla początkujących jest to świetne wprowadzenie, a dla tych, którzy wiedzą już co nieco, gruntowne uporządkowanie rożnych strzępków wiedzy. Podstawową bowiem zaletą opracowania napisanego przez Karen Pryor jest wyłożenie w sposób usystematyzowany absolutnych podstaw, które w stosunku do wychowania wszystkich zwierząt są takie, jak w przypadku psów:

Zamiast powstrzymywać psa od robienia złych rzeczy można uczyć go robić rzeczy właściwe.

Moim zdaniem w wielkiej mierze jest to motto, które powinno również przyświecać wychowaniu szczególnego gatunku zwierząt, jakim jest homo sapiens.

Powyższe jest idealną konkretyzacją ogólniejszego przykazania:

Po pierwsze - nie karać.

Jedyną dozwoloną, ale za to absolutnie wystarczającą, „karą” jest brak nagrody.

W książce jest dużo odniesień do delfinów i innych zwierząt, przy wychowaniu których owe metody się narodziły. Niektórych to razi, gdyż są przeciwnikami zamykania żywych istot w oceanariach, ogrodach zoologicznych i innych podobnych instytucjach. Nie zważajcie na głosy takich nawiedzonych ekooszołomów, gdyż świadczą one albo o niewiedzy, albo o czymś znacznie gorszym. Odłów do ogrodów zoologicznych nigdy nie był zagrożeniem dla żadnego gatunku, w końcu ilość ogrodów jest ograniczona, był nim natomiast, i jest, popyt ze strony indywidualnych odbiorców – „hodowców” i „kolekcjonerów”, że o świecie mody nie wspomnę. Z drugiej strony, gdyby nie ogrody zoologiczne i farmy, w których się hoduje poszukiwane zwierzęta, niektóre wciąż obecne na Ziemi gatunki już dawno przestałyby istnieć. Podobno obecnie co dwadzieścia minut wymiera jeden gatunek. Nikt o zdrowym umyśle nie będzie upatrywał przyczyn w działalności zoo. Szkoda tylko, że „ekolodzy” jakoś nie chcą się zająć tym, co naprawdę jest przyczyną tej rzezi. No, ale to tylko taka dygresja, wróćmy do lektury i filmu.

Tematyka wychowania psa bez kar i z pomocą klikera jako narzędzia, które to ułatwia, jest niezgłębiona, gdyż każdy pies jest inny i do każdego trzeba podejść indywidualnie. Ponadto każdy właściciel czy treser ma inne wymagania oraz inne możliwości. Ilość problemów, jakie mogą powstać, jest nieograniczona, ale Kliker i załączona płyta The HOW of BOW WOW dają solidne podstawy, by poznać mechanizmy, na których wszystko się opiera i wiedzieć, czego szukać; które z proponowanych, na przykład w sieci, rozwiązań, są prawidłowe, a które nie. Myślę, że dla każdego początkującego wydanie z płytą będzie wartościowym nabytkiem


Wasz Andrew





poniedziałek, 1 sierpnia 2016

BRIT TRAINING XL



45-90kg snack for dogs of extra large breeds



Przysmaki dla psa są ważnym kierunkiem zainteresowania każdego piesoluba, ale szczególnie istotne są dla tych, którzy chcą wychowywać swego pupila przy pomocy pozytywnych bodźców. Idealna nagrodka powinna mieć kilka cech, których wystąpienie lub brak w danym produkcie niejednokrotnie trudno ocenić nawet, gdy się go ma w ręku, a co dopiero jedynie na podstawie zdjęcia i opisu z internetu. Celowym mi się więc wydaje przybliżenie tych smaczków, które z Aviskiem przetestowaliśmy i doceniliśmy, lub też znielubiliśmy.

BRIT TRAINING XL 45-90kg SNACK FOR DOGS OF EXTRA LARGE BREEDS, jak sama nazwa wskazuje, nominalnie są za duże dla Aviska, który choć ostatnio nieco się „polepszył”, to mimo wszystko nie przekracza na pewno 30kg. Tak się jednak ostatnio zdarzyło, że musiałem dobrać nieco do innego planowanego zakupu, by mieć darmową wysyłkę, i padło na te właśnie nagrodki.





Jak widać ze zdjęcia, smaczki Brit na pewno nie okazały się za duże jak na buźkę Aviska, w której jak to już udowodnił, może się zmieścić nawet sześć słusznych rozmiarów schabowych jednocześnie. Gorzej jednak z wartością energetyczną. Dziesięć takich snacków to już spora garstka, którą należałoby uwzględnić pomniejszając rację karmy podstawowej, czego jednak wolę unikać, gdyż jedzonko główne jest idealnie zbilansowane, wypróbowane, a co do przysmaków, to nie są one przygotowywane z myślą o tym, by być znaczącą porcją jadłospisu. Na szczęście kształt koniczynki pozwala łatwo, nawet w czasie spaceru lub tuż przed nim, podzielić porcyjki na pół. Niestety, po podzieleniu kawałki nieco się kruszą. Nie na tyle, by ich zauważalnie ubywało, ale na tyle, że po godzinnym spacerze trzeba jednak kieszeń wytrzepać. Oczywiście, nie jest to problemem w typowym treningu, zwłaszcza gdy używamy saszetki na przysmaki.

Reasumując, dla Aviska Brit snacki jako smaczki, przekąski wydawane w mniejszych ilościach, okazałyby się bardzo trafionym rozwiązaniem, ale jako nagrodki treningowe nie, gdyż są jednak za duże. Z brzuszkiem Aviska po tych łakociach nie było żadnego problemu, czyli dla większych psów, dla których są przeznaczone, będą na pewno idealne.

Jeśli chodzi o atrakcyjność, okazały się w całkowicie zadowalający sposób smakowite. Inna sprawa, że nasz bulik jest z tych wszystkożernych, i niewiele jest rzeczy, na które by kręcił nosem. Oczywiście, każdy pies jest inny. Psy, tak jak ludzie – mają swoje upodobania, słabości i smaki. Nie znaczy, że to, co podeszło Aviskowi, równie dobrze trafi w gust Waszego pupila. Pamiętajcie o tym, bo to dotyczy wszystkiego – od outfitu poczynając, na jedzeniu kończąc.


Wasz Andrew

wtorek, 14 czerwca 2016

Avis i jego Kong

Co zrobić, by psiak zostawiony w samotności nie szkodził, nie wył i ogólnie nie szalał ?











poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Z miłością czyli Pozytywne szkolenie psów Barbary Waldoch




Pozytywne szkolenie psów

Barbara Waldoch

Wydawnictwo: Werset 2007


Jakiś czas temu sięgnąłem po książkę Barbary Waldoch Pozytywne szkolenie psów. Nie był to przypadek, gdyż akurat zamierzałem wziąć ze Schroniska Na Paluchu dwuletniego amstafa, którego kartotekę obciążała nieudana adopcja cztery miesiące wcześniej i powrót do schroniska z adnotacją o pogryzieniu domownika, zastraszeniu rodziny adoptującej i z etykietką dążącego do dominacji agresora. Miałem już wcześniej do czynienia z rocikami i boskerami, ale z TBB* nie, więc postanowiłem poszerzyć swą wiedzę teoretyczną o wychowywaniu zwierząt bez przemocy i kar.



poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Okiem psa




John Fisher

Okiem psa

Poradnik psiej psychologii


Trafiłem na tę książkę przed wielu laty; kiedy kupiłem pierwszego mojego psa. Wcześniej miałem już do czynienia, zarówno w teorii, jak i w praktyce, ale raczej biernie, z klasyczną tresurą psów, głównie ras „obronnych”. Te klasyczne metody od zawsze uważałem za mocno niedoskonałe. Owszem, sprawdzały się w układaniu psów służbowych i pracujących, ale doszedłem do wniosku, że dla mnie, chcącego mieć psa towarzysza, a nie psa narzędzie, są mocno niedoskonałe. No i nie podobało mi się bicie i inne podobne „środki wychowawcze”. Poza tym zauważałem ograniczenia „tresury” jako metody na ułożenie psa. Pies, nawet nauczony najbardziej wyszukanych sztuczek, nie gwarantował prawidłowego zachowania bez komendy.

Lektura książki Johna Fishera od samego początku okazała się fascynująca. To było jak objawienie. W opozycji do klasycznego ujęcia tematu, zamiast tresury proponuje wychowanie. Zamiast kar nagrody. Coś podobnego do nowoczesnego, godnego wychowania dzieci. Wychodząc od historii gatunku autor przybliża nam podstawowe informacje o psychice psa i przytaczając rozwiązania typowych problemów pokazuje, jak tę wiedzę stosować w praktyce. Zaczyna od samego początku, od wyboru szczeniaka. Potem prowadzi nas przez kolejne etapy psiego rozwoju aż do pełni psiego żywota – dojrzałości i ustalenia hierarchii w stadzie.